Rachunki za energię rosły w polskim przemyśle na tyle długo i na tyle mocno, że efektywność energetyczna przestała być domeną działów ochrony środowiska. Dziś jest to twarde zadanie operacyjne dla działów utrzymania ruchu, automatyków i inżynierów produkcji. I dobrze, bo to właśnie oni mają dostęp do danych z maszyn, znają rzeczywisty rytm pracy zakładu i wiedzą, czego nie wolno wyłączyć w środku zmiany. Bez tej wiedzy każdy program oszczędnościowy kończy się na prezentacji z ładnymi wykresami.
Odruch bywa jednak ten sam i gdy zarząd naciska na obniżenie kosztów energii, pierwsze, co pada, to fotowoltaika i magazyn energii. To rozwiązania sensowne, ale właściwa kolejność działań powinna być odwrotna. Co prawda panel na dachu obniża cenę kilowatogodziny, ale nie zmniejsza zużycia prądu. Zanim więc wydamy pieniądze na własne źródło energii, warto najpierw ograniczyć popyt, bo każda zaoszczędzona kilowatogodzina, której nie zużyjemy, jest tańsza od tej, którą sami wyprodukujemy.
REKLAMA
Najpierw pomiar, potem inwestycja
Podstawowy problem większości zakładów nie polega na braku pomysłów na oszczędzanie, lecz na braku wiedzy, gdzie tych oszczędności w ogóle szukać. Faktura od sprzedawcy energii pokazuje jedną liczbę na koniec miesiąca. Na jej podstawie nie da się odpowiedzieć na pytanie, czy to sprężarki, piece, chłodnie czy może stara linia pakująca zjadają najwięcej prądu. Bez tej odpowiedzi wszystkie decyzje inwestycyjne opierają się na przeczuciu, a przeczucie w energetyce zakładowej myli się zaskakująco często.
Pomiar na poziomie przyłącza jest niewystarczający, bo uśrednia wszystko, co dzieje się wewnątrz. Dopiero podliczniki na poszczególnych liniach, wydziałach i głównych odbiornikach pokazują strukturę zużycia. Nowoczesne analizatory sieci i liczniki z komunikacją Modbus czy OPC UA można zamontować na szynach w rozdzielnicy podczas planowego postoju lub, w wielu przypadkach, przy użyciu przekładników rozdzielanych bez rozłączania obwodu. To inwestycja rzędu kilku tysięcy złotych na punkt pomiarowy, która zwraca się szybciej niż jakikolwiek sprzęt wytwórczy.
Oczywiście surowe dane same w sobie niczego nam nie oszczędzą. Kluczem jest przeliczenie ich na wskaźnik energochłonności odniesiony do produkcji – kilowatogodziny na sztukę, na tonę albo na cykl. Dopiero taki wskaźnik ujawni, że jedna zmiana potrafi produkować drożej pod względem zużycia energii od drugiej, że rozruch po weekendzie kos...
Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów
- sześć numerów magazynu „Służby Utrzymania Ruchu”,
- dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej,
- dostęp do czasopisma w wersji online,
- dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
- ... i wiele więcej!