Dołącz do czytelników
Brak wyników

Od czego zacząć, aby skutecznie i stopniowo wprowadzać podejście proaktywne do UR?

Artykuł | 15 grudnia 2020 | NR 1
0 66

Jeden z moich znajomych menedżerów powiedział mi kiedyś: „Piotr, tu nie chodzi o żadną technikę, teraz liczy się tylko psychologia”. Jako inżynier, człowiek techniczny, oczywiście w pierwszej chwili nie zgodziłem się kompletnie z taką postawą. Myślałem, że przecież ważne są techniczne rozwiązania, zastosowane algorytmy postepowania, wdrożone procedury i przestrzeganie jasno ustalonych procesów. Jednak z biegiem lat pracy zawodowej, współpracy z ludźmi i obserwacji muszę mu przyznać rację.

 

Technika jest narzędziem, wdrożone procedury, opisane procesy czy zastosowane algorytmy to zwykłe „młotki” czy „noże”. Istotą sukcesu jest to, do czego „narzędzie” zostanie użyte. Czy „wbije gwóźdź w belki więźby dachowej, czy w deskę do trumny”, „czy użyje noża do ukrojenia chleba, czy do skaleczenia”. To zachowanie, pozytywne czy negatywne użycie narzędzia, to już nie technika, to już psychologia. W obecnym świecie, szczególnie w świecie zakładów produkcyjnych, często spotykam się z rozmowami na tematy psychologiczne. Rozmawia się na temat zaangażowania pracowników, motywacji albo jej braku, postaw prospołecznych, chęci, zachowań mających wpływ na jakość wykonywanej pracy itp.

 

IDEA PROAKTYWNOŚCI

Zastanawiając się, co zrobić, jak motywować, angażować pracowników, natrafiłem na pojęcie proaktywności. Zgodnie z Wikipedią proaktywność to postawa, w której przyjmuje się, że to jednostka odpowiedzialna jest za swoje życie poprzez dokonywanie wyborów. Przeciwieństwo reaktywności. Zagłębiając się w ten temat, zauważyłem pewną analogię do pracy w służbach utrzymania ruchu: UR reakcyjne, UR prewencyjne czy UR predykcyjne. Są to w rzeczywistości opisy postaw, stylów zarządzania czy pracy w działach UR. Reakcyjność pracy w UR polega na czekaniu aż nastąpi awaria i reagowaniu na nią. Taka postawa ogranicza się do bycia w gotowości, czekania na pożar. Nie prowadzi ona jednak do osiągnięcia sukcesu. Prewencja, a w szczególności przewidywanie (predykcja), zmusza do aktywności. Powoduje, że nie można czekać z założonymi rękami na pożar, ale zmusza do poszukiwania rozwiązań, które zabezpieczą mnie przed nim. Czy to w formie przeglądu prewencyjnego, czy to poprzez używanie narzędzi statystycznych, czy urządzeń predykcyjnych (analizator wibracji, kamera termowizyjna itp.) pozwalających na przewidywanie zachowań maszyny w krótko- czy średnioterminowym okresie i zareagowanie na potencjalne zdarzenie, zanim ono wystąpi. O takich rozwiązaniach mówi się w przypadku wdrażania TPM. Autonomus Maintenance, jako element Produktywnego Utrzymania Ruchu, to nic innego jak postawa proaktywna, wychodząca poza oczekiwanie na awarię. Pozwala dokonywać wyborów. Idea ta, właściwie wdrożona, przynosi ogromne sukcesy.

 

STANDARD MYŚLENIA

No tak, ale jak sprawić, by pracownicy zaczęli myśleć proaktywnie? Człowiek nie lubi zmian, chce funkcjonować w dobrze znanym otoczeniu z ustabilizowanymi procedurami. Postawa proaktywna natomiast zakłada, że podejmuję decyzje na bieżąco i ponoszę ich konsekwencje. Taka postawa wymusza na mnie brak konformizmu, nie pozwala iść po wygodnej, jasno wytyczonej ścieżce i nie zwalnia z myślenia. Chcę podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje: cieszyć się z sukcesów, żałować porażek i wyciągać z nich wnioski – to jest myślenie proaktywne. Standardowe myślenie mówi: jak jest dobrze, to po co to zmieniać? W mojej praktyce zawodowej często spotykałem, spotykam i pewnie będę spotykał postawę „nieruszania”. Jeden z moich pracowników często powtarzał w kontekście maszyn: „Chodzi to niech chodzi! Nie ruszaj. Jak ruszysz, to trzeba będzie naprawiać”. Jest to jeden z przejawów wygody, konformizmu, w jakim chcemy funkcjonować jako ludzie, pracownicy zakładów produkcyjnych, mechanicy, elektrycy czy automatycy Działu Utrzymania Ruchu. Nieruszanie z jednej strony daje nam pewne poczucie stabilności – przecież działa, „chodzi”. Z drugiej zaś – żyjemy w ciągłym poczuciu zagrożenia, bo nie wiadomo, kiedy się zepsuje. „Przestanie chodzić” – wtedy rodzi się pytanie: „i co teraz”? Zaczynają się nerwy, „ciśnienie” spowodowane przestojem i niepotrzebne koszty, bo kiedy już faktycznie „przestaje chodzić”, to awaria jest bardzo duża i kosztowna. W takich momentach należy zadać sobie pytanie, czy faktycznie postawa reakcyjna jest bezpieczna, stabilna i wygodna.

 

ŁAMANIE PARADYGMATÓW

Dlatego tak ważne jest przede wszystkim zidentyfikowanie tego, co...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy